Twórczość członków oddziału

JOLANTA PYTEL

Wędrowiec

Na szczycie góry  przysiadł samotny Wędrowiec

I zdało się że to góra pisze wiersze

Ale słowa rozsypały się

A metafory porwał wiatr


Kiedy Wędrowiec chciał postawić kropkę

Zjawił się Biały Anioł i powiedział:

- W tobie i poza tobą

W każdym oddechu - wiersz

Jeszcze nie czas na kropkę

(utwór poświęcony Januszowi Koniuszowi)

===============================================================

Robert RUDIAK

ANTROPOCENTRYZM

jak fakir

zawinięty w całun

albo mumia z bandażem na oczach

staję na progu wszechświata

u świtu nowej ery dnia

wiatr na dziesiątym piętrze

podrywa do lotu

 

odbijam się jak kosmonauta

wprowadzony w stan nieważkości

zamykam powieki zaciskam pięści

wargi w locie otwieram szeroko

aby ostatni raz złapać wiatr w płuca

powietrze w nozdrza

oddech w usta


KRZYSZTOF JELEŃ

Spółka  

                                                              Żonie

od tylu lat
wychodzimy na swoje
nie wchodząc w cudze interesy
ani sumienia

tworząc spółkę skarbu serca
z wielką odpowiedzialnością
za nas samych i bliskich
bez zaciągania kredytów lojalności
u polityków i biznesmenów

codziennie podpisując ze sobą
umowę o arcydzieło
z kosztami uzyskania
czegoś więcej
niż odsetki od władzy
bogactwa i sławy

oszczędzając
sobie i innym
wymówek i obelg

z wysokim procentem
wyrozumiałości
dla błądzeń i upadków

a jeżeli grozi nam upadłość
to najlepiej prosto pod ziemię
i to w tej samej chwili

nawet gdyby
czekała tam na nas
jedynie nicość


Maria Szafran
Deko racji i dekoracje

Dzisiaj słów parę między bajki kładę
że świat ktokolwiek jest w stanie naprawić
z pola widzenia znikło tyle krain
tylko dlatego że wybrano zwadę

Mędrcy na tronach doskonale wiedzą
o zagrożeniach bliskich z każdej strony
jednak co drugi chce być wywyższony
ponad możliwe gdy racja za miedzą

Kraju mój miły rozerwany w strzępy
szyderstwem pachnie kolejna wypowiedź
jakże pasuje tu pewne przysłowie

Korzysta trzeci skoro pierwszy ślepy
drugi uśpiony myślą i nie powie
kto go oszpecił woli wciąż pąsowieć

TADEUSZ KOLAŃCZYK

Możliwe

Zapomnienia moje

grzeszne czy bezgrzeszne

coraz bardziej oddalam w przeszłość

aż do zatracenia


nowych zapomnień

mniej i mniej coraz

takie one zdrowe

rozsądkowe

o łagodnych krawędziach

prawie bez skrajności


marzenia


one tylko świadczą

o chęci życia i doznań

na miarę


wtedy najmniej prawdopodobne

jest możliwe

===================================================================

Adam Żuczkowski

 

                                                                           „Ile diabłów zmieści się

                                                                            na główce od szpilki?”

                                                                                (z traktatów średniowiecznych)

                                           ile?

                                           ile cynizmu,

                                           a ile kłamstwa,                    

                                           ile obłudy,

                                           ile świętej prawdy,

                                           ile zawiści,

                                           a ile głupoty?

                                            

                                           na główce od szpilki

                                           zmieści się tylu

                                           diabłów,

                                           ilu mieści się -

                                           w głowie… naszej

 

                                                                              Wolsztyn, 14. 01. 2014


Agnieszka Ginko

                 Wiersz noworoczny

Pozwól mi zakładać buty z miękką skórką,
które pasują jak ulał
i nie zostawią mnie w potrzebie
jak z obcasem w dłoni.
I kochać to uczucie, kiedy zakładam
cytrynowe majtki, kołyszące się jak jazz
tutaj i tutaj.
Pozwól malować paznokcie
na kolor krwisty czerwony
jak w przegubach rąk,
aby nie zwariować.
Albowiem, jak głosi się w wierszach,
życie to nie grzech.
Pozwól kochać melancholię
natrętną jak sąsiadka z naprzeciwka,
która wpada i wypada.
Na pożarcie czekoladki Merci.
Dziękuję i do widzenia.
Pozwól kochać mój język
liżący śnieg jak sorbet,
naturalny, proszę pani, bez dodatków.
I pozwól, siedząc w kawiarni,
prześwietlić wszystkie przyszłe chwile
migoczące jak lampki
i tak ciągnąć świeży sok przez słomkę
jak poeta, co opuścił zakład psychiatryczny.
Pozwól kochać to miasto nie moje i moje,
to uczucie lekkości, kiedy mijam
znajome kamienice i znajomych wariatów.
I dotyk kwiatów na zimnym policzku.
Albowiem, jak głosi się w wierszach,
życie to nie grzech
.


O REWOLUCJI, EWOLUCJI I LOTACH W KOSMOS, CZYLI KONSTANTIN CIOŁKOWSKI STO LAT TEMU

 Rok 2017 to czas, na który przypada rocznica stulecia Rewolucji Październikowej. Dziś nie będzie ona obchodzona tak hucznie, jak kiedyś, nawet w samej Rosji. Jednak można sobie wyobrazić, jak świętowano by jubileusz, gdyby istniał Związek Radziecki... Jak ważnym wydarzeniem dla ówczesnego świata była sama rewolucja. Jakie niosła ze sobą przeobrażenia społeczne i jakie stanowiła novum światopoglądowe, ekonomiczne, polityczne i kulturowe w dziejach ludzkości. Po niej, jak po każdej rewolucji, zaczęły się wypaczenia, przyszli bolszewicy, wrócił Lenin, rozpoczęto nacjonalizację, zabito cara wraz z rodziną, zaczęto czystki, prześladowania, podboje innych narodów i masowe zesłania na Syberię, zaczął się terror i egzekucje… Powstało pierwsze na świecie państwo komunistyczne, w którym władzę (teoretycznie) sprawowali robotnicy (komisarze ludowi), było społeczeństwo bezklasowe (teoretycznie), oparte na demokracji ludowej, równości i sprawiedliwości społecznej (teoretycznie), gdzie wszystkim należało się wszystko za darmo według potrzeb itd. Było to zarazem pierwsze państwo ateistyczne, wolne od zabobonów i religii, a ukierunkowane na zdobycze naukowe, rozwój cywilizacyjny i technologiczny.

W tym epokowym duchu rewolucyjnej Rosji przyszło pisać Konstantemu Ciołkowskiemu swoją książkę „Poza Ziemią”, którą ukończył w 1907 r., już po nieudanej rewolucji lutowej w 1905 r. Słynny twórca rakiet kosmicznych i wizjoner kosmosu, naukowiec rosyjski polskiego pochodzenia (jego ojciec był zesłańcem) nie tylko przewidywał loty w kosmos, ale także – co może ciekawsze – snuł wizje rozwoju społeczeństwa w XXI wieku. Dokładnie opisał rok, w którym teraz żyjemy. Ciołkowski w swojej książce, której rozdział zatytułował „Ludzkość w 2017 roku” uważał, że będzie to społeczeństwo egalitarne, bez wojen, praktycznie bez wojsk, żyjące szczęśliwie w pokoju i dobrobycie, korzystające z postępu i dobrodziejstw nauki i techniki. Ziemią rządzi ogólnoświatowy kongres, cos na kształt dzisiejszej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Oddajemy zatem głos autorowi:

Jaka była Ziemia w 2017 roku, w którym rozgrywa się akcja naszego opowiadania?

Cała Ziemia miała jedną władzę: kongres, złożony z przedstawicieli wszystkich państw. Istniał on już ponad siedemdziesiąt lat i rozstrzygał wszystkie problemy dotyczące ludzkości. Prowadzenie wojny było niemożliwe. Armie zostały bardzo ograniczone i były to właściwie armie pracy. Ludność dzięki pomyślnym warunkom potroiła się w ciągu ostatnich stu lat. Handel, technika, sztuka, rolnictwo osiągnęły znaczne sukcesy. Olbrzymie metalowe sterowce o tysiącach ton udźwigu rozwiązały problemy komunikacji i taniego transportu towarów.

Szczególnie przydatne okazały się największe okręty powietrzne, spławiające z wiatrem i prawie za darmo mniej cenne ładunki, takie jak drewno, węgiel, metale itp. Aeroplany służyły do szybkiego przewożenia małych grup pasażerów lub drogocennych ładunków: najczęściej wykorzystywano jedno- lub dwuosobowe samoloty.

Ludzkość kroczyła pokojową drogą postępu. Jednakże szybki wzrost liczby mieszkańców wprawiał w zadumę wszystkich myślących ludzi i prawodawców.

Problemy technicznych możliwości podboju i wykorzystania pustyń Wszechświata próbowano rozwiązać już dawno – jeszcze w 1903 roku pewien rosyjski myśliciel napisał poważną pracę na ten temat i na podstawie ówczesnego stanu wiedzy matematycznie wykazał pełną możliwość zasiedlenia Systemu Słonecznego. Ale idee te zostały prawie zupełnie zapomniane i dopiero nasza grupa uczonych wskrzesiła je i częściowo zrealizowała[1].

W związku z gwałtownym wzrostem populacji, naszej planecie groziło przeludnienie. Ludzie zmuszeni więc byli szukać możliwości do życia w przestrzeni kosmicznej. W tym celu 1 stycznia 2017 r. międzynarodowa grupa naukowców, gdzieś z okolic Himalajów, wystartowała statkiem kosmicznym na Księżyc, a potem na Marsa. Telegram o tym wydarzeniu dotarł na Ziemię 10 kwietnia 2017 r. Co działo się po tym triumfalnym wydarzeniu, Ciołkowski opisał następująco:

Poruszenie wśród ludzi było takie, jakby obwieszczono rychły koniec świata. Ale poruszenie było radosne. Jakież to perspektywy otwierały się przed ludzkością!

Każdy naród swobodnie władał językiem ogólnoludzkim, oprócz ojczystego. Wprowadzono jednolity alfabet i pewne ogólne prawa, zbliżające ludzi o najrozmaitszych cechach charakteru. Wiadomości o wydarzeniach światowych bez przeszkód docierały do najbardziej zapadłych zakątków Ziemi. Odkrycie dostępności pustyń Wszechświata było szczególnie radosne. Kogóż nie było wśród tych, którzy marzyli o osiedleniu się na wolności! Chorzy mieli nadzieję na poprawę zdrowia, starzy – na przedłużenie życia (…) Otwierano szkoły w celu studiowania nieba i budowy pojazdów odrzutowych. Tym, którzy ukończyli kursy, wydawano dyplomy inżynierów kosmicznych. Budowano nowe fabryki, specjalnie do konstruowania pocisków odrzutowych. Kształcili się nowi technicy, robotnicy i majstrowie. Pracowano chwalebnie – i nie minął nawet rok, kiedy tysiąc pojazdów odrzutowych było gotowych do startu[2].

 Tymczasem na naszym satelicie, na jego niewidzialnej stronie, uczeni odkrywają zwierzęta solarne, najczęściej zielone (teraz wiadomo dlaczego ufoludki są tej barwy), ale też w innej kolorystyce.  Z czasem wyprawiono się w okolice Marsa, ale będąc już w jego orbicie, zawrócono i zrezygnowano chwilowo z jego podboju. Jednak plany kolonizacji kosmosu wcielano w najlepsze, w grę wchodziły zwłaszcza Wenus i Merkury. Myślano o przetransportowaniu na inne planety niemal połowę ludzkości. Zainteresowanie zamieszkaniem w kosmosie wśród mieszkańców Ziemi rosło, ale towarzyszyły temu też głosy sceptyczne, a nawet całkiem przeciwne.

Spierano się, kogo wyznaczyć do roli pierwszych kolonistów. Połowa całej ludzkości (dwa miliardy ludzi) głośno wyraża gotowość, ale wielu myślało sobie w duchu: „Niechaj najpierw poleci ktoś inny, potem dopiero ja… Jeszcze zdążę”.

Niecierpliwie wyczekiwali Słońca słabi, chorzy i starzy, chociaż trudno byłoby im znosić niektóre warunki nowego życia. Usilnie pragnęli spokoju, lekkości poruszeń i tropikalnego upału, ale wątpili nawet w samo istnienie środowiska pozbawionego ciążenia. Ubodzy zapalali się do idei porzucenia odzieży i sprzętów. (…)

Ustalono, że w koloniach pozaziemskich nie będzie się zabijać wyższych zwierząt. Prawdę mówiąc na Ziemi mięso także coraz bardziej wychodziło z użycia. Po pierwsze dlatego, że różnorodność pożywienia roślinnego i jego wartość bardzo się zwiększyła, a po drugie – w konsekwencji rozwoju światowego handlu owoce stały się dostępne dla wszystkich. Opory moralne, troska o ochronę przyrody i ograniczona niechęć do przelewu krwi sprawiły, że właściwie tylko ludzie chorzy mogli korzystać z mięsa.

Starzy i chorzy ofiarowali olbrzymie sumy, aby przyspieszyć przesiedlenie. Lekarze zapewniali ich, że nie ma lepszych warunków do zachowania i przedłużenia życia niż te, które istnieją w przestrzeni kosmicznej: wieczne słońce, stała i utrzymywana na pożądanym poziomie temperatura, zupełny spokój, brak kołder, łóżek, odzieży, ciśnienia i styczności z czymkolwiek[3].

Powieść Ciołkowskiego to z jednej strony typowa literatura science fiction (zresztą jedyna jego powieść fantastycznonaukowa), a z drugiej utopia, czyli wizja szczęśliwego społeczeństwa, które ma być umiejscowione jednak (sic!) poza Ziemią. Autor powieści mawiał bowiem: „Ziemia jest kolebką ludzkości, ale człowiek nie zostaje przecież całe życie w kolebce”.

Jego kreacjonizm i wizjonerstwo mogą zadziwiać. Napisał bowiem dzieło, w którym przewidywał loty w kosmos, lądowanie na Księżycu, budowę rakiet, statków kosmicznych, bolidów i sputników. Wykazał wielką wiedzę z zakresu nie tylko astronomii i astronautyki, ale też inżynierii kosmicznej, fizyki, biologii czy matematyki.

Warto przy okazji utopii zatrzymać się przy jeszcze jednym wizjonerze-Polaku z tego okresu, którego prognozy w pewnym stopniu także sprawdziły się, a inne jeszcze, być może, czekają na spełnienie. Mowa o Jerzy Żuławskim, autorze trylogii księżycowej – „Na srebrnym globie” (1903), „Zwycięzca” (1910) i „Stara Ziemia” (1911). Żuławski, podobnie jak Ciołkowski, przewidział podróż człowieka na Księżyc, bardzo drobiazgowo pod względem technicznym i kartograficznym[4] opisywał lot na Księżyc i życie na nim; narodziny pierwszych dzieci selenonautów oraz ich egzystencję wśród Księżycan na przełomie XXIX i XXX stulecia. Arkadyjska wizja ludzkości w ostatniej części trylogii ukazuje ich pławienie się w luksusie i w technologicznym zbytku. Mieszkają w Stanach Zjednoczonych Europy, których stolicą jest Warszawa[5]. Zatem zalążek dzisiejszej Unii Europejskiej Żuławski antycypował na przeszło 90 lat wcześniej, kiedy nie śniła się ona jeszcze jej twórcy Robertowi Schumanowi. Dziś wieszczącym koniec egzystencji ziemskiej i orędownikiem penetrowania kosmosu w celu poszukiwania bliźniaczych do Ziemi planet jest brytyjski astrofizyk Stephen Hawking, autor bestsellera „Krótka historia czasu”.

Patrząc na proroctwa Ciołkowskiego czy Żuławskiego można się zastanawiać jak precyzyjni byli oni w swoich przewidywaniach, jak trafnie oceniali kierunki rozwoju społecznego, cywilizacyjnego i technologicznego. A jak będzie wyglądał świat za kolejne choćby sto lat? Czy łatwo to sobie dziś wyobrazić, skoro rzeczywistość i wynalazki zmieniają się jak w kalejdoskopie… Można próbować fantazjować, nawet z przymrużeniem oka, to przecież świetna zabawa i to zupełnie gratis. A jak będzie przekonamy się już niebawem. Sto lat dla Ziemi to raptem okamgnienie.

  Robert Rudiak


[1] K. Ciołkowski, Poza Ziemią, Warszawa 1979, s. 102-103.

[2] Ibidem, s. 104-105.

[3] Ibidem, s. 117-119.

[4] Zob.: Rysunek J. Żuławskiego średniej części północnej półkuli Księżyca, [w:] Idem, Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca, Kraków 1979.

[5] Por. J. Żuławski, Stara Ziemia, Kraków 1979, s. 23-24 oraz ss. 137 i 183.